SEARCH

Moja droga

Mam na imię Tamara. Mam trzydzieści sześć lat. Pochodzę z Polski. Włóczę się po świecie, trochę bez konkretnego celu, już od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że całkiem mi się to podoba. Zdaje się, że to szwendanie się jest dla mnie celem samym w sobie. Pamiętam jak byłam mała, to moja mama zawsze powtarzała: “ Gdzie ty się szlajasz?”  – i tak mi już chyba zostało. Obecnie mieszkam w Wietnamie. Podróżowanie w tym roku stało się nagle luksusem. Przez ostatnie trzy lata przejechałam motorem, starą hondą, na którą wołam Syrenka, spory kawałek Azji Południowo – Wschodniej. Wcześniej stacjonowałam przez chwilę w Chinach, pomieszkiwałam też w Grecji, Londynie i Francji. We wszystkich podróżach bardziej niż same miejsca zawsze fascynowali mnie ludzie, których na swojej drodze spotkałam  i stąd chyba zrodził się pomysł tego projektu. 

Słuchanie innych ludzi jest dla mnie zarazem rozrywką jak i najlepszą szkołą do jakiekolwiek w życiu uczęszczałam. Ludzie to rewelacyjne książki, same się opowiadają i nigdy nie jesteś w stanie odgadnąć ich zakończenia. Żywe biblioteki, interaktywne narracje, niekończące się sieci powiązań i wątków, za którymi możesz podążać wedle uznania. To z ich osobistych historii dowiedziałam się więcej o świecie i jego obecnej kondycji niż z jakichkolwiek naukowych opracowań, czy politycznej publicystyki.

W ciągu ostatnich trzech lat przeprowadziłam już kilka wywiadów. Między innymi z młodą Kambodżanką, która w wieku ośmiu lat musiała zaopiekować się swoim młodszym rodzeństwem, w wieku dziesięciu została sprzedana do pracy na straganie z jedzeniem w Phnom Penh, unikając przy tym losu większości jej rówieśniczek, które wpadły w sidła sex-biznesu, a w wieku szesnastu sfałszowała swoją dokumenty i wymyśliła nową tożsamość, tylko po to by niewolniczo pracować w fabryce tekstylnej. Inną historią podzielił się ze mną francuski muzyk, malarz i fotograf, który od wielu lat mieszka w tajlandzkim Pai  – post hipisowskiej osadzie artystów wszelkiej maści, gdzie nagrywa “ Black house sessions”. Skonstruował on własny wielko obrazkowy polaroid i przemierzył z nim piętnaście krajów tworząc niesamowite fotograficzne portrety ludzi, którzy wielokrotnie widzieli aparat i odbitkę fotograficzną pierwszy raz w życiu z projektem “One for you, one for me.” 

Spotkałam na swojej dotychczasowej drodze doprawdy niezwykłych ludzi i mam nadzieję, że historię przynajmniej kilkorga z nich będę mogła Wam na tej stronie opowiedzieć. To właśnie spotkania i rozmowy z ludźmi okazały się najdalszą podróżą jaką odbyłam. Tymczasem zapraszam do przeczytania reportażu o Julii – dziewczynie, która zostawiła swoje wygodne życie, sprzeciwiła się swojemu wychowaniu oraz ogólnie panującym opiniom i pojechała na wojnę. 

For this page, the comments are closed.